Są takie utwory, książki, filmy, dzieła sztuki, które wywierają na człowieku znaczący wpływ i zostają w nim na długo. I choć z zupełną szczerością muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam pytań o moje ukochane coś – za dużo ich mam, by dokonać jednej jedynej selekcji, ostatecznego wyboru i wskazać jeden tytuł czy osobę, to mam w pamięci wyjątkowe przykłady, które pamiętam też z głębokiego dzieciństwa. Reguła silnego wrażenia dotyczy przecież także maluszków, które z lubością sięgają po wybrane zabawki prosząc rodziców czy opiekunów, by towarzyszyli im we wspólnym harcowaniu. I to zdecydowanie nie jeden raz 🙂
Autorski tytuł Ewy Podleś „Moja ukochana książka” (wyd. Dwukropek, 2026) jak najbardziej ma potencjał, by stać się książką ikoniczną dla najmłodszego odbiorcy. Niewielki wygodny format mocnych kartonowych stron pozwoli dłużej cieszyć się zawartością, która przede wszystkim nastawiona jest na interakcję z czytelnikiem. Na każdej rozkładówce Ewa Podleś przedstawia obiekty znane maluchowi z jego najbliższego otoczenia (choć niektóre mogą być dla niego swego rodzaju nowością, jak chociażby przyciski w windzie, wyświetlacz autobusowy czy ekran telefonu – to akurat zależy chociażby od miejsca zamieszkania czy korzystania z publicznego transportu).
Przedstawionym w realistyczny sposób wizerunkom zostały przypisane zadania, które można wykonać w bezpośrednim kontakcie z lekturą. Zapamiętywanie kolorów, podążanie palcem po śladzie, głaskanie narysowanego psa, zaglądanie przez dziurkę od klucza, zagranie ulubionej piosenki, paluszkowe gry zręcznościowe. To świetny pretekst do rodzinnej aktywności, gotowa książka z pomysłami na szybkie zajęcie dziecka. Sięgając pamięcią do moich osobistych doświadczeń z czasów, gdy moje córki były dużo mniejsze, szczerze polecam tego rodzaju publikacje na wszelkie okazje, gdy trzeba na coś wspólnie czekać: w restauracji na posiłek, w poradni lekarskiej na wizytę u specjalisty, w kolejce do… Coraz częściej dzieci otrzymuje wtedy do rąk telefon, który owszem, jest bardzo atrakcyjny i w pełni zajmuję uwagę malucha, jednak nie jest korzystny dla jego rozwoju. Papierowa książka jest dużo bezpieczniejsza, też stymuluje, jednak w zupełnie inny sposób. Przyzwyczaja też dziecko do sięgania w przyszłości po tę niezastąpioną formę spędzania wolnego czasu.
Książka została objęta patronatem czasopisma „Dzieci”.
Barbara Górecka / Dom Bajek






